„Jako parafia jsme misyjna. To je naše rzeczywistość,“ powiedziała delegatka z Horšovskiego Tyńa, Stanislawa Badidowa.

W wikariacie Domažlice i Tachov synodalnymi delegatami są Jana Vacíková (Staňkov), Petr Fojtíček (Tachov), Anna Císlerová (Mrákov), Stanislava Badidová (Horšovský Týn), Marie Vaňková (Konstantinovy Lázně), Elva Frouz (Bor u Tachova), Petr Jankovec (Domažlice), Štěpán Sladký (Klenčí pod Čerchovem) oraz David Klíma (Koloveč)

Na wiosnę odbywały się rozmowy synodalne, jak wyglądały te spotkania u was – jakieś ciekawe spostrzeżenia? Jak w twojej parafii przeżywacie synod?
 
Jana: Moim największym doświadczeniem podczas tego etapu synody był weekend majowy w Sázavě na Vysočině, który organizowało ruch Laudato si Czechy, którego jestem członkiem. W ramach popołudniowego bloku wykładów mówiłam tam o naszej synodzie i prosiłam o sugestie dotyczące kwestii troski o społeczeństwo i Ziemię. Obecni bardzo docenili (i zazdrościli) proces synodalny oraz przyjazne dla natury gospodarowanie na dzierżawionych gruntach diecezji pilzneńskiej, co później również wpłynęło na mój występ w tej części. Na terenie kościoła ewangelickiego widziałam piękną praktykę dzielenia się plonami, gdzie dochód ze sprzedaży był przekazywany potrzebującemu chłopcu, oraz sprzedaży produktów fair trade i mogłam wziąć udział w dziękczynnej liturgii za stworzenie.
 
Petr: Starsze pokolenie jest ostrożne przy generowaniu nowych pomysłów i wynika to przede wszystkim z tego, że sami jesteśmy świadomi, że za stan społeczeństwa / kościoła w dużej mierze odpowiadamy sami. Już żyjemy jakiś czas i mieliśmy wystarczająco dużo czasu i okazji, by działać właściwie, jeśli to możliwe. Jednak gdy spojrzymy wstecz, niewielu z nas może to potwierdzić. Wszystko dobre, co jeszcze mamy, jest darem, a nasze zasługi w tym zakresie są znikome. Starsi ludzie widzą, że podstawą misji jest przede wszystkim świadectwo każdego z nas, najlepiej w naszej własnej rodzinie. I mamy doświadczenie, jak mało nam to wychodzi. Czujemy pewną osobistą porażkę, dlatego wydaje nam się trochę faryzeuszowskie rozwiązywać odnowienie wiary w diecezji raczej zmianami organizacyjnymi. Mówimy o pogłębianiu wzajemnych kontaktów, przyjaźni, otwartości na przybyszów, niezależnie skąd przychodzą. Zasadniczo o miłości. Wiemy też, że "daremne ludzkie wysiłki bez Bożego błogosławieństwa", dlatego mówimy również o modlitwie - wierze i nadziei. A o instytucjach, organizacji, pieniądzach rzadko się rozmawia… Tyle za starsze pokolenie parafian.
Młodzi mają to inaczej. Jesteśmy przyzwyczajeni do więcej otrzymywania, więc nie mamy oporów, mówiąc o tym, co powinni robić inni. Na przykład szkoły kościelne, biskupstwa, pastorzy itd. I trochę mniej kładziemy nacisk na to, co powinniśmy / chcielibyśmy robić my sami. Życie mamy przed sobą i witamy zmiany. Nie jesteśmy jednak powierzchowni, interesuje nas głębsze życie duchowe, chcemy żyć z Chrystusem. Nie trzymamy się tak bardzo tradycji - może dlatego, że brakuje nam wykształcenia w tym zakresie. Jesteśmy bardziej liberalni, ponieważ żyjemy w płynnych ramach od urodzenia.
Na początek dobrze będzie, jeśli połączymy młodsze pokolenie ze starszym, aby mogli otwarcie porozmawiać o swoich podejściach. Oba punkty widzenia, chociaż szczere, potrzebują wzajemnego wzbogacenia. Będziemy szukać dalszych dróg, jak wzajemna dyskusja i wspólne przeżywanie mogą pomóc nam odkryć kolejną część prawdy, która leży gdzieś pośrodku. 
 
Anna: W parafii mrákovskiej odbyły się dwa spotkania. Chociaż parafia jest rozległa i liczna, spotkania miały charakter kameralny. Okazało się przy tym, że liczba nie ma znaczenia, ponieważ do obu grup synodalnych przybył Duch Święty, a Pan w nich znalazł swoje miejsce. Na spotkaniach otwarcie dyskutowano o kwestiach życia z Chrystusem i zapewnienia odpowiednich źródeł finansowych. Osobiście chciałabym podkreślić, że udało się w obu przypadkach szczerze rozmawiać, dać każdemu z członków przestrzeń, a wręcz otworzyć bolesne miejsca naszej parafii i nie zamykać przed nimi oczu. Podsumowując, mam nadzieję: Chociaż synoda w parafii nie ma tylko zwolenników, dotychczasowa praktyka synody i wszystkie spotkania utwierdzają mnie w przekonaniu, że właśnie synodalna droga ma sens.
 
Stanislava: Jako parafia jesteśmy misyjni. To nasza rzeczywistość. Mieliśmy dwa spotkania synodalne na temat Dzieci i młodzieży. Myślę, że oba spotkania odbyły się dobrze. Pierwsze z nich składało się z członków PRF i ERF. Jestem im bardzo wdzięczna, że przyszli, ponieważ niektórzy mieli daleko. Trochę smutna byłam, że z kościoła nie przyszedł nikt więcej, choć ich zapraszaliśmy. Drugie spotkanie tworzyli młodzi. To nasze troje dzieci i ich dwóch przyjaciół w wieku od 13 do 19 lat. Dziewczyna nie jest ochrzczona, ale przychodzi z nami do kościoła co niedzielę. W Kancjonale córka podkreśliła, co kiedy mówi się na mszy. Ciągle nosi go ze sobą i aktywnie się angażuje. Chłopak jest przyjacielem syna. Oprócz mszy, chłopcy regularnie uczestniczą w Domu modlitwy dla młodzieży w Plzni-Liticach. Bardzo ucieszyłam się, gdy młodzi powiedzieli, że jako fundament rozwoju wiary postrzegają rodzinę. Oni sami są wierzący we własnych rodzinach. Oczywiście ważne jest dla nich spotykanie się z innymi młodymi. Nie mamy konkretnych wniosków, ale staramy się przybliżać młodym. Ostatnio na przykład poprzez konkurs plastyczny, który parafia zaproponowała szkołom. Wzięło w nim udział 190 dzieci. Na wręczaniu nagród pojawił się także ksiądz biskup. Widzimy, że młodzież i dzieci coraz lepiej nas poznają. Miałam też szybką minisynodę na ten sam temat. Na religię przychodzi do mnie dwoje dzieci. Rozmawialiśmy o tym, jak to jest, gdy w klasie są sami wierzący, dlaczego tak mało dzieci jest w kościele, jak to przeżywać, co by chcieli, żeby było inaczej i co mogliby z tym zrobić. W końcu cenię sobie bardzo, że w ramach współpracy parafii zaproszono mnie na dwa spotkania do Domažlic. Cieszę się, że mogliśmy w miłej atmosferze wzajemnie dzielić się tym, co nas trapi i cieszy.